Zresztą jedyne co wiem, to to, że nic nie wiem
I tak znowu mija mi kolejny dzień
I jedyne na co czekam to spokojny sen
Miklak – Dwie strony medalu
Pisząc poprzedni post pomyślałem Drogi Czytelniku że nie każdy ma, miał, bądź będzie miał nożliwość skorzystać z opinii osoby obserwującej pacjentów psychiatrycznych od strony zawodowej. Dlatego postanowiłem podzielić się z Tobą jejsłowami, a przynajmniej tymi, które zapadły mi w pamięć
PRZYCZYNA
Odpowiedz sobie pacjencie* co zmusiło Cię do podjęcia decyzji po hospitalizacji. Dlaczego jesteś tutaj? Dlaczego ni udało Ci się uzyskać pomocy na zewnątrz
OCZEKIWANIA
Co chcesz osiągnąć będąc tutaj? Jaki cel masz przebywając w tym miejscu? Czy chcesz ten cel osiągnąć?
ZROZUMIENIE
Zrozum pacjencie, że tu nikt nie chce Cię skrzywdzić. Takich jak Tybyły seti a nawet tysiące przed Tobą
Czujesz się stale obserwowany? Czemu się dziwisz? Oni nie znają Ciebie. Muszą zobaczyć jak się zachowujesz i przygotować się na Twoje zachowanie, poznać Twój temperament. Nie zmienili Ci leków? A jak mogą określić jak ta zmiana wpływa na Ciebie bez wcześniejszych obserwacji? Skąd mają wiedzieć jak reagujesz na stresujące sytuacje biorąc dotychczasowe dawki? Zmniejszenie dawki, zmiana, mogą bardzo mocno wpływać na Ciebie, a leki które Ci przepiszą mają pomagać przez najbliższe kilka lat.Czasem zachowują się oschle? A Ty zawsze masz taki sam nastrój? Znasz ich? Wiesz co w tej chwili przeżywają? Nie. Nie znasz ich, a Oni nie znają Ciebie.
RADA
Masz tu dużo czasu na przemyślenie pewnych rzeczy. Co warto, a czego nie.
Warto – być absolutnie szczerym z lekarzami. Tak, to też ludzie, ale w odróżnieniu od innych, ich obowiązuje tajemnica i obiektywizm. To, że nie każdy z nich potrafi ten obiektywizm osiągnąć, oznacza jedynie, że należy zmienić lekarza.
Nie warto natomiast jest Zmusić peronel do działania, którego oni sami nie lubią. przykładowo: zbytnia agresja może doprowadzić do konieczności zapięcia Cię w pasy, a to nie jest przyjemne dla żadnej ze stron. Ty leżysz wpatrzony w sufit, a Oni muszą dbać oTwoje podstawowe potrzeby. W końcu sam nie jesteś w stanie nic zrobić
Nie wiem jak Tobie Drogi Czytelniku, ale mnie ta wizyta i usłyszane słowa otworzyła oczy na kilka nurtujących mnie problemów. Teraz znów mam o czym myśleć.
Zdrowia
NostrAdamus
* Określenie „pacjencie” dotyczyło jedynie mojej osoby i ewentualnie osób będących w podobnej sytuacji. W żaden sposób nie stwierdzam, że byłeś, bądź jesteś osobą wymagającą leczenia.
Tag: polska
-
Może nie ma innego
niż nasze postrzeganie wystarczy to na krytykę
na odmienności
na brak dostrzegania
innymi oczami
Lucky Person – Postrzeganie świata
Chciałbym Drogi Czytelniku przedstawić Ci teraz sposób podejścia trzech osób patrzących na mój pobyt w szpitalu.
PIERWSZY
– pacjenta,już znasz. Piszę o nim praktycznie od samego początku.
DRUGI – odwiedzającej mnie osoby równie jak ja (a prawdopodobnie i silniej) borykającej się z problemem depresji, tyle, że już dawno orzeczonej. to osoba, która korzystała już z kilku metod pomocy – leki, psychiatrzy, terapie, psychologowie. Osobiście, nie miała okazji zapoznać się z całkowitym odseparowaniem od świata codziennego. Jej sposób myślenia jest mocno uwarunkowany od informacji, które ja jej przekazuję. Dlatego po przekroczeniu progu recepcji nie ma mowy o obiektywnym spojrzeniu. Oczywiście uzyskuję od niej wsparcie – „wytrzymaj, musisz wyzdrowieć, współczuję” to najczęstrze słowa której od niej słyszę.
TRZECI – również odwiedzającej, ale związanej ze służbą zdrowia i pomocy potrzebującym. Pierwsze, co uderza mnie momentalnie na samym wejściu to jej słowa:
– „Trochę posiedziałam tutaj zanim poprosiłam żeby Cię zawołano”
Przez cały tem=n czas obserwowała zachowanie pracowników, pacjentów i innnych odwiedzających. W jej przypadku nie padają słowa takie jak „Przykro mi”… O nie! W jej przypadku emocje nie biorą góry. Króluje doświadczenie zawodowe i obiektywizm.
– Zrozum, że muszą tak postępować bo… Tłumaczy mi pewne zachowanie zarówno lekarzy jak i peacowników hmmm…. zewnętrznych Potwierdza się więc powiedzenia „punkt widzenia zaleźy od punktu patrzenia’. Trzy różne postawy… Która tak na prawde właściwa? Tak na prawdę to każda. Dlatego właśnie warto poznać kilka opinii zanim całkowicie ustali się swoją.
Zdrowia.
NostrAdamus
-
I tak do końca swych dni, będę pisać piosenkę,
o tym jak<br /bardzo ciężko jest złapać kogoś za rękę,
o tym jak bardzo ciężko,
pogodzić się z tym – że każdego dnia mogą popłynąć mi łzy…
Kamila – Depresja
Krystyna Prońko śpiewała kiedyś „Jesteś lekiem na całe zło”.
Czym jest ten lek dla osób takich jak ja? Osób, które nagle budzą się w obcym dla siebie swiecie, nie rozumiejąc co się dzieje i kim tak na prawdę są? Czy farmakologia jest jedynym wyǰściem? Najlepszym? Przyjmuję leki juz od dłuższego czasu. Poznałem ich działanie, poznałem swoje reakcje w przerwie ich przyjmowania i poznaje ich działanie w momencje dodania, bądź zmiany na inne. Wierz mi Drogi Czytelniku, że za każdym razem w moim sposobie pojmowania świata jak i siebie samego zmiany są widoczne i odczuwalne. Ale sama farmakologia musi przegrać, jeśli ma być stosowana jako jedyny lek.
Inny lek – terapia – póki co jest poza moim zasięgiem. Dlatego nie będę rozpisywał się na jej temat.
A co jest najlepszym lekiem? Dla mnie jest to:
BLISKOŚĆ.
Bliska osoba, która wspiera Cię, stara zrozumieć, jest przy Tobie w najgorszych momentach Twojego życia. Która czasem płacze przez Ciebie, ale i tak jest przy Tobie niezależnie od tego jak może być ciężko.
Ja mam taką osobę. Wierz mi, Drogi Czytelniku, że każdego dnia doceniam jej obecność. Nawet jeśli jest setki kilometrów dalej wiem , że jest przy mnie. Zna mnie jak nikt inny i bierze na siebie moje złe zachowania. Stara się rozumieć co przeżywam i być mi oparciem.
Głupota z jej strony? Zapewne któryś z moich odbiorców może to pomyśleć, ale Im z całego serca życzę, by nigdy nie potrzebowali takiej osoby. Tobie zaś, która to czytasz dziękuję. Wiesz, że jestem Ci wdzięczny, choć ne zawsze Ci to okazuję
Niestety tak to już jest w tym świecie, że zawsze, absolutnie zawsze czemuś dobremu musi towarzyszyć coś złego. O ile mam bliskich (bądź dalszych) przyjaciół, to o bliskości rodziny pod tym względem muszę zapomnieć. Moja rodzina nie przejmuje się zbytnio mocno ograniczoną wiedzą na temat choroby, co potrafi wywołać, czym się odmawia… Albo wydaje im się, że to jakiś stan przejściowy przechodzący po paru tygodniach, albo po prostu mają to w dupie. Zamiast pozwolić mi dać upust emocjom, nie ważne czy to krzyk czy milczenie, wolą okazywać swoje „wsparcie” w sposób, który powoduje u mnie reakcję wręcz przeciwną do zamierzonej przez nich. Gdy dziś opowiedziałem jednemu z nich o mojej chęci odnalezienia nowej pasji, nowego zajęcia dzięki któremu mógłbym choć na chwilę uciec od rzeczywistości, zamiast oczekiwanego przeze mnie zainteresowania usłyszałem prześmiewcze prychnięcie. Ot dziecko wymyśliło sobie nową zabawkę…
No właśnie. Otaczające nas osoby mogą okazać się lekiem a inne – lać truciznę. W moim przyapdku Drogi Czytelniku trucizną okazali się najbliżsi – jak widać jedynie teoretycznie. Więcej wsparcia otrzymałem od bliższych, bądź dalszych przyjaiół i od bardzo bliskiej mi osoby. Zwłaszcza jej chcę powiedzieć…
Dziękuję
NostrAdamus -
Muszę już iść na rozkaz zostawić Cię
Na rozkaz spać i jeść
I odliczać każdy dzień
Na falochronie – Emigranci
Ciekawe określenie prawda Drogi Czytelniku? Podsłuchałem je podczas rozmowy dwóch pacjentów na stołówce. Określenie nie tylko ciekawe ale i trafne.
SZPITAL
O samym budynku i wnętrzach opowiem zapewne później. Póki co… Korytarz spowity smugami dymu,sale pozbawione są tego charakterystycznego zapachu, który zwykle towarzyszy słowu „szpital” i brak wszędobylskich kitli lekarskich. Ciężko określić kto jest pacjentem a kto pracownikiem. Na tym koniec przeciwności. Łóżka i szafki są standardowe i pamiętają jeszcze czasy PRL. Pdobnie sposób malowania i zabezpieczenie okien nieprzezroczystą folią.
KOSZARY
To porównanie nasuwa mi się pierwszego dnia, kiedy to pierwszy raz słyszę:
– ŚNIADANIE !!!
Jak się wkrótce okazuje – ten „radiowęzeł” obowiązuje tutaj w każdej sytuacji:
– LEKI / CIŚNIENIE / OBIAD / IKSIŃSKI ODWIEDZINY / KOLACJA – słychać co jakiś czas na korytarzu…
Wszystko na gwizdek, na rozkaz. Można się poczuć jak „kot” podczas „fali”. Nawet salowe zachowują się zwyższością starszego kolegi:
– GDZIE WYŁAZI ?! SIEDZI NA DUPIE! PODŁOGE MYJĘ!
Oczywiście nie wszyscy podchodzą do wypełnianych obowiązków dokładnie w ten sam sposób, wiadomo jednak kto tu wydaje polecenia.
WIĘZIENIE
Inni zachowują się jak strażnicy w zakładzie karnym. W ich spojrzeniu króluje niechęć- nie wiadomo czy do pacjentów, czy do pracy. Polecenia wykrzykiwane twardym tonem nie pozostawiają wątpliwości, że osoby te nie tolerują sprzeciwu. Pokazują również, że że to nie Oni są dla nas ale my dla Nich. Pytania o cokolwiek zwykle są kwitowane słowami typu ” sprawdź sobie”.
Najlepsze z tego wszystkiego jest poruszanie się. Każdy, dosłownie każdy krok jest nadzorowany, albo okiem kamer, albo bezpośrednim nadzorem osobistym. Drzwi pozabezpieczane zamkami magnetycznymi uniemożliwiają „przypadkowe” wyjście poza teren kontrolowany. Odwiedziny ograniczone są do 15 minut – oczywiście pod stałym nadzorem „strażnika”. Każda paczka jest sumiennie sprawdzana pod kątem przekazania przedmiotów niedozwolonych. brakuje tylko psów…
Zdrowia.
NostrAdamus