Wczoraj znowu nie wyszło
I nie masz na nic sił
Wciąż niepewna jest przyszłość
Pustka w głowie tkwi
Roksana Węgieł – obiecuję
Kolejna kumulacja. Tym razem przekonuję się,że w tym szpitalu na prawdę mi nie pomogą. Zamknięcie i odcięcie od świata wcale nie wpływa na mnie pozytywnie. W każdej chwili odbywa się tu walka między pacjentem a systemem. Tak jak już wcześniej Ci opisywałem Drogi Czytelniku, psychiatria w Polsce jest stanowczo niedofinansowana. Odbija się to czasem na relacji pacjent – lekarz. Może się mylę, ale tak jak i w innym zawodzie powinien działać duet – doświadczony lekarz i stażysta tak tutaj spycha się świeżo upieczonego „specjalistę” na głęboką wodę. W związku z tym najczęstszą odpowiedzią na poruszony problem jest odpowiedź ” Niech Pan porozmawia z lekarzem prowadzącym”. A co jeśli lekarz prowadzący to tak na prawdę nieopierzone pisklę, które jedyną wiedzę wyciągnęło z książek i to jeszcze na poziomie 3+?
Ale rozmawiamy… stuk klawiszy klawiatury sugeruje profesjonalne podejście do pacjenta. Notatki zapełniające pojemność wyświetlacza monitora dają nadzieję na rozwiązanie problemu, z którym tu się pojawiłem. Wreszcie pada jedno z najważniejszych pytań :
– Czuje się Pan tu lepiej czy gorzej?
Odpowiadam zgodnie z prawdą, że całkowita izolacja wpływa na mnie stanowczo negatywnie. Narastająca frustracja i brak ujścia narastającej agresji wpływa stanowczo przeciwnie do zamierzonego efektu.
W końcu zapada decyzja o dodaniu leku wyciszającego do codziennej puli leków. Może jeszcze zmiana sali? W końcu P. Doktor ze zniechęceniem w głosie stwierdza:
-„Nie jestem pewna czy mamy tutaj warunki aby Panu pomóc…”
Ręce mi opadają… To jakie potrzebne są warunki? Chyba tylko bardziej doświadczony zespół. No cóż.
Zdrowia
NostrAdamus
Tag: depresja
-
Zresztą jedyne co wiem, to to, że nic nie wiem
I tak znowu mija mi kolejny dzień
I jedyne na co czekam to spokojny sen
Miklak – Dwie strony medalu
Pisząc poprzedni post pomyślałem Drogi Czytelniku że nie każdy ma, miał, bądź będzie miał nożliwość skorzystać z opinii osoby obserwującej pacjentów psychiatrycznych od strony zawodowej. Dlatego postanowiłem podzielić się z Tobą jejsłowami, a przynajmniej tymi, które zapadły mi w pamięć
PRZYCZYNA
Odpowiedz sobie pacjencie* co zmusiło Cię do podjęcia decyzji po hospitalizacji. Dlaczego jesteś tutaj? Dlaczego ni udało Ci się uzyskać pomocy na zewnątrz
OCZEKIWANIA
Co chcesz osiągnąć będąc tutaj? Jaki cel masz przebywając w tym miejscu? Czy chcesz ten cel osiągnąć?
ZROZUMIENIE
Zrozum pacjencie, że tu nikt nie chce Cię skrzywdzić. Takich jak Tybyły seti a nawet tysiące przed Tobą Czujesz się stale obserwowany? Czemu się dziwisz? Oni nie znają Ciebie. Muszą zobaczyć jak się zachowujesz i przygotować się na Twoje zachowanie, poznać Twój temperament. Nie zmienili Ci leków? A jak mogą określić jak ta zmiana wpływa na Ciebie bez wcześniejszych obserwacji? Skąd mają wiedzieć jak reagujesz na stresujące sytuacje biorąc dotychczasowe dawki? Zmniejszenie dawki, zmiana, mogą bardzo mocno wpływać na Ciebie, a leki które Ci przepiszą mają pomagać przez najbliższe kilka lat.Czasem zachowują się oschle? A Ty zawsze masz taki sam nastrój? Znasz ich? Wiesz co w tej chwili przeżywają? Nie. Nie znasz ich, a Oni nie znają Ciebie.
RADA
Masz tu dużo czasu na przemyślenie pewnych rzeczy. Co warto, a czego nie.
Warto – być absolutnie szczerym z lekarzami. Tak, to też ludzie, ale w odróżnieniu od innych, ich obowiązuje tajemnica i obiektywizm. To, że nie każdy z nich potrafi ten obiektywizm osiągnąć, oznacza jedynie, że należy zmienić lekarza.
Nie warto natomiast jest Zmusić peronel do działania, którego oni sami nie lubią. przykładowo: zbytnia agresja może doprowadzić do konieczności zapięcia Cię w pasy, a to nie jest przyjemne dla żadnej ze stron. Ty leżysz wpatrzony w sufit, a Oni muszą dbać oTwoje podstawowe potrzeby. W końcu sam nie jesteś w stanie nic zrobić
Nie wiem jak Tobie Drogi Czytelniku, ale mnie ta wizyta i usłyszane słowa otworzyła oczy na kilka nurtujących mnie problemów. Teraz znów mam o czym myśleć.
Zdrowia
NostrAdamus
* Określenie „pacjencie” dotyczyło jedynie mojej osoby i ewentualnie osób będących w podobnej sytuacji. W żaden sposób nie stwierdzam, że byłeś, bądź jesteś osobą wymagającą leczenia. -
Może nie ma innego
niż nasze postrzeganie wystarczy to na krytykę
na odmienności
na brak dostrzegania
innymi oczami
Lucky Person – Postrzeganie świata
Chciałbym Drogi Czytelniku przedstawić Ci teraz sposób podejścia trzech osób patrzących na mój pobyt w szpitalu.
PIERWSZY
– pacjenta,już znasz. Piszę o nim praktycznie od samego początku.
DRUGI – odwiedzającej mnie osoby równie jak ja (a prawdopodobnie i silniej) borykającej się z problemem depresji, tyle, że już dawno orzeczonej. to osoba, która korzystała już z kilku metod pomocy – leki, psychiatrzy, terapie, psychologowie. Osobiście, nie miała okazji zapoznać się z całkowitym odseparowaniem od świata codziennego. Jej sposób myślenia jest mocno uwarunkowany od informacji, które ja jej przekazuję. Dlatego po przekroczeniu progu recepcji nie ma mowy o obiektywnym spojrzeniu. Oczywiście uzyskuję od niej wsparcie – „wytrzymaj, musisz wyzdrowieć, współczuję” to najczęstrze słowa której od niej słyszę.
TRZECI – również odwiedzającej, ale związanej ze służbą zdrowia i pomocy potrzebującym. Pierwsze, co uderza mnie momentalnie na samym wejściu to jej słowa:
– „Trochę posiedziałam tutaj zanim poprosiłam żeby Cię zawołano”
Przez cały tem=n czas obserwowała zachowanie pracowników, pacjentów i innnych odwiedzających. W jej przypadku nie padają słowa takie jak „Przykro mi”… O nie! W jej przypadku emocje nie biorą góry. Króluje doświadczenie zawodowe i obiektywizm.
– Zrozum, że muszą tak postępować bo… Tłumaczy mi pewne zachowanie zarówno lekarzy jak i peacowników hmmm…. zewnętrznych Potwierdza się więc powiedzenia „punkt widzenia zaleźy od punktu patrzenia’. Trzy różne postawy… Która tak na prawde właściwa? Tak na prawdę to każda. Dlatego właśnie warto poznać kilka opinii zanim całkowicie ustali się swoją.
Zdrowia.
NostrAdamus
-
Polska
Mieszkam w Polsce
Mieszkam w Polsce
Mieszkam
Tu Tu Tu Tu
Kazik Staszewski – Polska
Drogi Czytelniku. Daleki jestem od nazywania siebie specjalistą w dziedzinie ogólnie przyjętej psychiatrii. Nie czytam medycznych periodyków, nie słucham raportów finansowych, a tym bardziej nie śledzę statystyk, które w rzeczywistości i tak są zaniżane – przynajmniej jeśli chodzi o samobójstwa ( to jedyna pewna informacja pochodząca wprost ze źródła, czyli Policji ). Chciałbym jednak podzielić się z Tobą własnymi obserwacjami , które poczyniłem przez lata odkąd pierwszy raz spotkałem z pojęciem depresja.
To co zauważyłem i co niestety potwierdza się praktycznie na każdym kroku to to, że w naszym kraju psychiatria jest chyba najmniej docenianą dziedziną medycyny. Niedocenianą pod każdym możliwym względem – od przeznaczanych środków na wyposażenie budynków i uposażenie personelu, poprzez praktykę i wreszcie uświadamianie problemu tym, którzy się go nie spodziewają. Oczywiście nie mam tu na myśli wykształcenia lekarzy, ale warunki w jakich muszą pracować, a te pod każdym względem nie są łatwe. Nie mówię o lekarzach bo po pierwsze – mam za małe doświadczenie w kontaktach z nimi. Po drugie – uzyskanie dyplomu jakiejkolwiek uczelni medycznej jest dla mnie godnym najwyższego szacunku. Mam na myśli różnice między ilością gabinetów i warunkami pracy lekarzy różnych specjalności.
Oczywiście jako typowy „domator” nie mam zielonego pojęcia jak jest w innych krajach, tych bardziej rozwiniętych i tych sto lat za nami, ale w Polsce według mnie jest stanowczo za mało placówek oferujących pomoc psychiatryczną przede wszystkim dla dzieci. Nieco lepiej jest z młodzieżą, choć i tu niema nad czym piać z zachwytu i dorosłymi. Oczywiście mam na myśli pomoc „bezpłatną”. Dużo lepiej ma się rzecz z gabinatami prywatnymi, ale nie każdego stać na wydanie kilkuset złotych miesięcznie na próbę ratowania siebie. Najlepszym przykładem niewystarczającej ilości lekarzy jest moje własne doświadczenie. Większość z nas orientuje się, jak wyglądają terminy do lekarza specjalisty. Mój wyznaczono za około trzy miesiące od daty rejestracji. Do tego czasu miałem przepisany lek doraźny który, jak mnie ostrzeżono, jest mocno uzależniający. Kilka dni przed terminem wizyty dzwoni telefon. Pani recepcjonistka uprzejmie informuje mnie, że wizyta zostaje odwołana, gdyż od następnego dnia lekarz wypowiedział kontrakt, a innego specjalisty brak. Postawiony pod ścianą jestem zmuszony do wizyty prywatnej
Pewna sieć lecznic oferująca częściowo odpłatne usługi medyczne ma w swojej szerokiej ofercie psychiatrę, a nawet kilku, ale z zastrzeżeniem, że w ciągu roku można skorzystać z ich porad maksymalnie trzy razy. TRZY RAZY! To nawet nie jest jedna wizyta na kwartał… Oczywiście można umówić się na kolejne, ale wówczas wiąże się to z dodatkowymi kosztami, gdyż takich wizyt abonament więcej nie obejmuje. Oczywiście nie muszę wspominać że z lekarzami innych specjalizacji datkow obostrymi nie ma?
Przejdźmy na koniec do szpitala. Budynek z czasów PRL proszący się o remont już od lat. Przestarzałe wyposażenie i z pewnością nieadekwatne do uciążliwości pracy wynagrodzenie. Wszystko w kontekście nowoczesnej, dofinansowywanej placówki wygląda niezwykle ubogo. Oczywiście wiem Drogi Czytelniku, że to dyrektor placówki jest odpowiedzialny za pozyskiwanie funduszy, ale z doświadczenia wiem, że dyrektorem powinien zostać albo dobry ekonomista albo lekarz. Zwykle wybierani są lekarze. Nie ma więc o co mieć do nich pretensji, że wybierają zdrowie nad komfort pacjentów.
Oczywiście to temat rzeka. Jest masa innych tematów które można by było tutaj zawrzeć, ale wybrałem te, którymi chciałem się z Tobą Drogi Czytelniku pod podzielić.
Zdrowia
NostrAdamus
Ps. Właśnie wysiadł czajnik elektryczny. Szefowa oddziału musi wystosować prośbę o nowy…. -
Muszę już iść na rozkaz zostawić Cię
Na rozkaz spać i jeść
I odliczać każdy dzień
Na falochronie – Emigranci
Ciekawe określenie prawda Drogi Czytelniku? Podsłuchałem je podczas rozmowy dwóch pacjentów na stołówce. Określenie nie tylko ciekawe ale i trafne.
SZPITAL
O samym budynku i wnętrzach opowiem zapewne później. Póki co… Korytarz spowity smugami dymu,sale pozbawione są tego charakterystycznego zapachu, który zwykle towarzyszy słowu „szpital” i brak wszędobylskich kitli lekarskich. Ciężko określić kto jest pacjentem a kto pracownikiem. Na tym koniec przeciwności. Łóżka i szafki są standardowe i pamiętają jeszcze czasy PRL. Pdobnie sposób malowania i zabezpieczenie okien nieprzezroczystą folią.
KOSZARY
To porównanie nasuwa mi się pierwszego dnia, kiedy to pierwszy raz słyszę:
– ŚNIADANIE !!!
Jak się wkrótce okazuje – ten „radiowęzeł” obowiązuje tutaj w każdej sytuacji:
– LEKI / CIŚNIENIE / OBIAD / IKSIŃSKI ODWIEDZINY / KOLACJA – słychać co jakiś czas na korytarzu…
Wszystko na gwizdek, na rozkaz. Można się poczuć jak „kot” podczas „fali”. Nawet salowe zachowują się zwyższością starszego kolegi:
– GDZIE WYŁAZI ?! SIEDZI NA DUPIE! PODŁOGE MYJĘ!
Oczywiście nie wszyscy podchodzą do wypełnianych obowiązków dokładnie w ten sam sposób, wiadomo jednak kto tu wydaje polecenia.
WIĘZIENIE
Inni zachowują się jak strażnicy w zakładzie karnym. W ich spojrzeniu króluje niechęć- nie wiadomo czy do pacjentów, czy do pracy. Polecenia wykrzykiwane twardym tonem nie pozostawiają wątpliwości, że osoby te nie tolerują sprzeciwu. Pokazują również, że że to nie Oni są dla nas ale my dla Nich. Pytania o cokolwiek zwykle są kwitowane słowami typu ” sprawdź sobie”.
Najlepsze z tego wszystkiego jest poruszanie się. Każdy, dosłownie każdy krok jest nadzorowany, albo okiem kamer, albo bezpośrednim nadzorem osobistym. Drzwi pozabezpieczane zamkami magnetycznymi uniemożliwiają „przypadkowe” wyjście poza teren kontrolowany. Odwiedziny ograniczone są do 15 minut – oczywiście pod stałym nadzorem „strażnika”. Każda paczka jest sumiennie sprawdzana pod kątem przekazania przedmiotów niedozwolonych. brakuje tylko psów…
Zdrowia.
NostrAdamus -
Sam w czterech ścianach powracam w tamte lata,
sam to cel,ściany to atak,
sam już wiem, że prawda skrywana po kątach,
przeszłość nigdy nie była prosta.
Jula i Fabisz – „Przeszłość”
Siedząc na łóżku i gapiąc się tępo w ścianę zastanawiam się jak doszło do tej sytuacji. Jak znalazłem się w tym miejscu?
Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę cofnąć się w czasie. Daleko… Bardzo daleko… Na to jednak przyjdzie jszcze czas, a na razie skupię się na wydarzeniach, które przypieczętowały konieczność podjęcia przeze mnie tego kroku.
Jak się dobrze zastanowić – takie wydarzenia były dwa. Pierwsze, to zakończenie mojej ponad dziesięcioletniej współpracy z firmą, w którą włożyłem masę wysiłku, czasu i pieniędzy.
Początki były wręcz fantastyczne. Wspólna pasja, chęć rozwoju i dążenie do celu, którym było osiągnięcie wysokiej pozycji na rynku jednoczyło nas i dawało silną motywację do działania. Założyciel firmy angażował się na równi z nami, a być może nawet więcej, bo oprócz pracy z nami „ramię w ramię” dodatkowo poszukiwał nowych zleceń, I to bardzo aktywnie. Oczywiście były wzloty i upadki, ale z każdym rokiem firma odnosiła coraz większe sukcesy. Rotacja była, a i owszem, ale „podstawa” zespołu była praktycznie ta sama.
Jak zwykle, to co dobre musi się kiedyś skończyć.
Znasz Drogi czytelniku powiedzenie że „za każdym mężczyzną sukcesu stoi kobieta”? Ja lubię jeszcze jeden cytat, znany od stuleci: „Mimo płci naszej tak wielkiej zalety, My rządzim światem, a nami kobiety”
Na efekty tych „rządów” ne trzeba było długo czekać. Firma otrzymała ogromne, jak do tej pory zlecenie. Po pewnych zawirowaniach w realizacji projektu, szef wyznaczył mi koordynację realizacji zlecenia, co jednak wymagało ode mnie stałej dyspozycji (czyt. pozostawania na terenie przez 24 godziny na dobę) przez okres około trzech tygodni. było to bardzo duże wyzwanie zarówno dla mnie jak i dla szefa. Oczywiście jego starania wspierała będąca przy nim prawie non stop partnerka, która nie skrywała wrogości do mnie. Ja, pozbawiony fizycznego kontaktu z bliskimi, wystawiony na duży stres i borykanie się z problemami co prawda znanymi, ale nie na tak wielką skalę, niejednokrotnie bliski byłem rezygnacji, ale poczucie obowiązku nie pozwalało mi na pozostawienie podległych mi osób bez pomocy.
Udało się. Wykonaliśmy zlecenia uzyskując słowa uznania od klienta. Kosztowało mnie to masę zmęczenia, stresu i zero czasu dla bliskich. Oczywiśce „szefowa”, nie raz wypominała mi że płacą mi za spanie na terenie miejsca pracy i informowała o niesnaskach spowodowanych moją osobą między nią a partnerem.
Przez kolejne lata nieraz słyszałem że gdyby nie szef… „Uśmiech firmowy” nie potrafił ukryć niechęci jaką stale darzyła mnie „szefowa” spowodowanej, jak mi się wydaje, zazdrością o moją pozycję i zaufanie, jakim obdarzal mnie szef. Oczywiście nie przeczę, że byłem prezz niego faworyzowany, ale zasłużyłem sobie na to ciężką pracą.
Wreszcie nadszedł JEJ dzień. Na ten dzień jak odczułem „szefowa” czekała od lat. Popełnłem błąd, który wydawał mi się dość mało znaczący, ale okazał się mnieć dla mnie poważne konsekwencje. Wkrótce otrzymłem sms zaczynający się od słów „Muszę to napisać bo mnie rozerwie!” Następnie przeczytałem, że to również JEJ firma, że ONA nie zgadza się na takie błędy a moje relacje z szefem ONA uważa za złe. Wypomniała mi, że przecież firma płaciła mi WTEDY za spanie „w pracy” (tak jakbym miał wytrzymać 540 godzin bez snu) i jeszcze kilka innych „miłych” słów.
Miałem serdecznie dość. Cała dekada współpracy, zaangażowania, ryzykowania utraty życia rodzinnego, wykonywania niejednokrotnie JEJ obowiązków, dawania z siebie stu procent odniosło jedyne taki skutek że poczułem się wręcz pasożytem żerującym „szefostwie”. Dziesięć lat pełnego zaangażowania tylko po to by poczuć się jak… Nie miałem ochoty dłużej tego znosić. Po raz ostatni pojawiłem się w pracy tylko po to, by odzyskać mój prywatny sprzęt i podziękowałem szefowi za współpracę.
Drugie wydarzenie, choć dla Ciebie Drogi Czytelniku mogłoby wydawać się nie istotnym dla mnie było tak samo wielkim, o ile nie większym, ciosem jak smsy od „szefowej”.
Od lat związany jestem z inną firmą, w której wykonuję podobne obowiązki jak w poprzedniej o której pisałem (dla pewności – nie są one konkurentami). Stanowimy newielki, ale dobrze zgrany zespół – niemalże rodzinę. Staramy się pomagaż jeden drugiemu w problemach nie oczekując oczywiście żadnych dowodów wdzięczności.
Jeden z naszych pracowników, który cierpi na problemy neurologiczne, kilkukrotnie był zmuszony skorzystać z mojej fizycznej pomocy w trakcie nasilenia problemu. Oprócz wsparcia fizycznego dołożyłem wszelkich starań by zapewnić mu max pomocy z mojej strony. Odnowiłem stare kontakty uzyskując nazwisko najlepszego dostępnego dla mnie lekarza specjalizującego się wtego typu przypadkach.
Podobnie w jego dolegliwości starała się pomóc mu jego Przyjaciłóka, która często odwiedzała go w miejscu pracy. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy, żeby zauważyć, że pragnie, by przyjaźń przerodziła się w coś więcej.
Któregoś dnia, dowiedziałem się, że Przyjaciółka ma również problemy zdrowotne. Moja reakcja – standard. w ciągu minuty wykonałem telefon i zapewniłem jej doraźną pomoc. To spowodowało, że nawiązałem z Przyjaciółką nic sympatii i zaczęliśmy prowadzić szczere rozmowy prawie zawsze, gdy zjawiła się u kumpla w pracy.
Kilka miesięcy później koledze wyrwało się, że wspólnie z Przyjaciółką szukają mieszkania do wynajęcia. Rozumiesz to Drogi Czytelniku?
WSPÓLNIE !!!
Moja radość dorównywała ich radości, a może nawet była większa…? Bardzo lubię oboje, więc ich wpólne szczęcie działało na mnie jak gorące promienie słońca padające na moje serce (dokładniej mówiąc mózg, ale chyba rozumiesz o co mi chodzi). To była jedna z niewielu rzeczy, która dawała mi siłe do uśmiechu w tej pracy, a musisz wiedzieć Drogi Czytelniku, że nie jest to dla mnie proste. Niestety, do czasu…
– To między Tobą a Przyjaciółką musi się skończyć! Nie udawaj że nie wisz o co mi chodzi!
– Próbujesz ją poderwać!
Zdębiałem. Przez krótką chwilę liczyłem na to, że to wszystko tylko mi się wydaje, że po prostu mi się to śni…
Szok, ból, agresja. Znane mi już od lat, następujące po sobie nieodzownie uczucia wybuchły niczym wulkan. Serce kołatało mi w piersi sprawiając wręcz fizyczny ból po którym nastąpiła całkowita niemoc. Wróciły wspomnienia rozczarowania i rozpaczy po utracie miłości. Wspomnienia, kiedy to jednego dnia straciłem i kochaną kobietę i „przyjaciela” wróciły zwielokrotnione i tak samo jak wtedy zabolały. Kiedyś Ci o tym opowiem Drogi Czytelniku.
Przez cały wieczór nie potrafiłem uwierzyć w to, o co zostałem oskarżony. Czyli co? Moja chęć pomocy, rozmowy, wszystko to po to by doprowadzić do seksu z Przyjaciółką? To był cios, którego skutki odczuwam do dziś. Od tej pory sama myśl, że mam iść TAM do pracy poprzedzony jest całym rytuałem gdzie głębokie wdechy są jedynie małym elementem.
Tygodnie niemocy doprowadziły mnie do podjęcia decyzji o leczeniu w szpitalu. Teraz, leżąc na łóżku liczę na poprawę. Wszystkiego.
Zdrowia.
NostrAdamus -
W biegu dni pospiesznych,
w głodzie wielkich potrzeb
w ciszy przed snem mam przyjść czy nie?
Seweryn Krajewski – Na początek
Drogi Czytelniku. Bardzo mi miło, że zamierzenie, bądź przypadkiem odwiedziłeś tę stronę. Jeszcze milej będzie mi, jeśli zechcesz poświęcić chwilę, by zapoznać się nieco bardziej z moimi przeżyciami.
Kim jestem? Przeciętnym 46-cio letnim mężczyzną z wyglądu podobnym prawie do nikogo. jeśli chodzi o medycynę, a zwłaszcza o psychiatrię, moja wiedza jest bardzo ograniczona (czyt. praktycznie żadna). Nie spodziewaj się więc proszę naukowych artykułów poświęconych przyczynom,rodzajom, czy też leczeniu stanu, o którym zamierzam tu pisać. w większym stopniu dowiesz Się tu o moich przeżyciach, obserwacjach i przemyśleniach. dowiesz się czegoś o mnie, a kto wie, może ja sam dowiem się czegoś o sobie?
Jaki jest cel założenia tego bloga? Chcę podzielić się z Tobą Drogi Czytelniku tym, z czym ja sam się borykam. Może dzięki temu zobaczysz, że takich osób jest więcej? A może sam borykasz się z podobnymi problemami? A może to Twoi bliscy potrzebują zrozumienia?
Mam nadzieję, że moje słowa pisane prostym językiem, łatwiej dotrą do Ciebie niż medyczny bełkot. Być moze moje szczere, czasem naszpikowane emocjami słowa bardziej oddadzą prawdę kryjącą się za przemyślanymi, obiektywnymi definicjami. będę na prawdę szczęśliwy, jeśli uda mi się ten cel osiągnąć.
Dziękuję Ci za poświęcenie tej chwili na przeczytanie tych kilku słów. Jeśli Cię zainteresowałem – zapraszam do dalszej lektury. Jeśli nie – z całego serca życzę Ci abyś nigdy nie poczuł potrzeby, by zainteresować sie się tym tematem.
Zdrowia
NostrAdamus