Szpital Psychiatryczny
Szpital dla innych
Szpital dla czubków
Szpital dla dziwnych
Bunkier – Szpital Psychiatryczny
Obiecałem Ci Drogi Czytelniku, że szerzej opiszę placówkę w której przyszło mi się znaleźć.
Recepcja
Usytuowane zaraz przy wejściu biurko to pierwsza linia obrony i jednocześnie centrum dozoru korytarzy. Na przeciwległej ścianie powieszony duży telewizor podzielony na kilkanaście kwadratów, które wyświetlają widok z zamieszczonych na korytarzach kamer. Siedzący za biurkiem portier sprawia wrażnie dawno już przeszłego na emeryturę mężczyznę, ale jego postawa i władczy ton mają pokazać, że jest On pracownikiem pierwszej linii oporu.
DEPOZYT
Są dwa. Jeden znajduje się za ścianą „dyżurki” – tam przechowuje się głównie odzież pacjentów. Drugi to sejf oddziałowy gdzie przechowuje się cenniejsze rzeczy należące do pacjentów.
SEKRETARIAT I IZBA PRZYJĘĆ
Drzwi na przeciwko siebie
SALA ODWIEDZIN
O ile o obu powyżej wyszczególnionych pomieszczeniach nie ma co się rozpisywać, o tyle tu już muszę napisać kilka słów, by bardziej przybliżyć Ci Drogi Czytelniku wygląd tego pomieszczenia. Właściwie nie wiem czy określene „pomiesczenie” nie jest zbyt przesadne. To po prostu rozszerzenie korytarza, gdzie postawiono cztery kwadratowe stoliki, przy których można spotkać się z odwiedzającymi
KORYTARZ PROWADZĄCY DO ODDZIAŁU
Sala odwiedzin dzieli korytarz na dwoje – jeden prowadzi na oddział dla kobiet, drugi mężczyzn. Oprócz nich kryje wejścia do gabinetów lekarskich i pomieszczeń pielęgniarzy.
WEJŚCIE NA ODDZIAŁ
Wejścia strzegą podwójne drzwi wyposażone w zamki magnetyczne stanowczo utrudniające wydostanie się z oddziału. Na wprost, u wylotu prostego korytarza, znajduje się wyjście ewakuacyjne. Przez moment zastanawiam się, czy nie trzeba go będzie za chwilę otworzyć, bo wyraźnie widać mgiełkę dymu unoszącą się w całym korytarzu. Drzwi oczywiście zamknięte na klucz ale… Mają klamkę!
STOŁÓWKA / ŚWIETLICA
Dumna nazwa STOŁÓWKA obowiązuje trzy razy dziennie, kiedy to wydawane są posiłki,w pozostałym czasie jest to ŚWIETLICA. Na ścianie telewizor. Oprócz telewizora umieszczono tu drewnianą szachownicę wypełnioną białymi i niebieskimi nakrętkami od butelek. Można nimi zagrać w warcaby, ale o szachach można co najwyżej pomarzyć. Dodatkowe wyposażene to pilot do telewizora i… nic więcej. Szyby oczywiście zaklejone białą folią i zabezpieczone kratami. Kraty jak się później okazuje są we wszystkich pomieszczeniach.
SALE
Jest ich kilka. Dwie są dwuosobowe, reszta mieści do siedmiu pacjentów. Łóżka i szafki pamiętają jeszcze czasy Gierka w przeciwieństwie do plastikowych okien (przez które zresztą i tak ciągnie zimnem). Umywalka z ciepłą wodą i plastikowe lusterko zapewniają minimum higieny. Główne oświetlenie to cztery kinkiety na świetlówki. Co najbardziej interesujące, włączniki świateł znajdują się na zewnątrz sal. Co jest zaś najbardziej irytujące? Brak gniazdek elektrycznych, który uniemożliwiałby podlączenie małej lampki nocnej.
TOALETA
Choć bardziej pasowałoby raczej określenie PALARNIA mieści trzy kabiny, z czego dostępne są jedynie dwie, bo drzwi trzeciej praktycznie na stałe są zastawione krzesłem przez palaczy. Oczywiście wejście do toalety grozi rakiem płuc od samego oddychania. Jeszcze mniej komfortowe jest to, że drzwi kabin pozbawione są jakiejkolwiek blokady, więc prawdopodobne jest, że prędzej czy później dojdzie do mało interesującej sytuacji.
ŁAZIENKA
Umywalka, wanna. otwarta kabina bez zasłony. Okno wychodzące na park jako jedyne nie jest zasłonięte folią. Aż miło pomyśleć, że jak pogoda i temperatura pozwoli na spacery, bedzie można być aktorem całkiem ciekawego przedstawienia.
Po co o tym wszystkim piszę Drogi Czytelniku? Otóż po to, żeby osoby takie jak ja uniknęły szoku, który towarzyszył mi od momentu przekroczenia bramy zakładu, o pardon placówki.
Zdrowia
NostrAdamus
-
Muszę już iść na rozkaz zostawić Cię
Na rozkaz spać i jeść
I odliczać każdy dzień
Na falochronie – Emigranci
Ciekawe określenie prawda Drogi Czytelniku? Podsłuchałem je podczas rozmowy dwóch pacjentów na stołówce. Określenie nie tylko ciekawe ale i trafne.
SZPITAL
O samym budynku i wnętrzach opowiem zapewne później. Póki co… Korytarz spowity smugami dymu,sale pozbawione są tego charakterystycznego zapachu, który zwykle towarzyszy słowu „szpital” i brak wszędobylskich kitli lekarskich. Ciężko określić kto jest pacjentem a kto pracownikiem. Na tym koniec przeciwności. Łóżka i szafki są standardowe i pamiętają jeszcze czasy PRL. Pdobnie sposób malowania i zabezpieczenie okien nieprzezroczystą folią.
KOSZARY
To porównanie nasuwa mi się pierwszego dnia, kiedy to pierwszy raz słyszę:
– ŚNIADANIE !!!
Jak się wkrótce okazuje – ten „radiowęzeł” obowiązuje tutaj w każdej sytuacji:
– LEKI / CIŚNIENIE / OBIAD / IKSIŃSKI ODWIEDZINY / KOLACJA – słychać co jakiś czas na korytarzu…
Wszystko na gwizdek, na rozkaz. Można się poczuć jak „kot” podczas „fali”. Nawet salowe zachowują się zwyższością starszego kolegi:
– GDZIE WYŁAZI ?! SIEDZI NA DUPIE! PODŁOGE MYJĘ!
Oczywiście nie wszyscy podchodzą do wypełnianych obowiązków dokładnie w ten sam sposób, wiadomo jednak kto tu wydaje polecenia.
WIĘZIENIE
Inni zachowują się jak strażnicy w zakładzie karnym. W ich spojrzeniu króluje niechęć- nie wiadomo czy do pacjentów, czy do pracy. Polecenia wykrzykiwane twardym tonem nie pozostawiają wątpliwości, że osoby te nie tolerują sprzeciwu. Pokazują również, że że to nie Oni są dla nas ale my dla Nich. Pytania o cokolwiek zwykle są kwitowane słowami typu ” sprawdź sobie”.
Najlepsze z tego wszystkiego jest poruszanie się. Każdy, dosłownie każdy krok jest nadzorowany, albo okiem kamer, albo bezpośrednim nadzorem osobistym. Drzwi pozabezpieczane zamkami magnetycznymi uniemożliwiają „przypadkowe” wyjście poza teren kontrolowany. Odwiedziny ograniczone są do 15 minut – oczywiście pod stałym nadzorem „strażnika”. Każda paczka jest sumiennie sprawdzana pod kątem przekazania przedmiotów niedozwolonych. brakuje tylko psów…
Zdrowia.
NostrAdamus -
Sam w czterech ścianach powracam w tamte lata,
sam to cel,ściany to atak,
sam już wiem, że prawda skrywana po kątach,
przeszłość nigdy nie była prosta.
Jula i Fabisz – „Przeszłość”
Siedząc na łóżku i gapiąc się tępo w ścianę zastanawiam się jak doszło do tej sytuacji. Jak znalazłem się w tym miejscu?
Aby odpowiedzieć na to pytanie muszę cofnąć się w czasie. Daleko… Bardzo daleko… Na to jednak przyjdzie jszcze czas, a na razie skupię się na wydarzeniach, które przypieczętowały konieczność podjęcia przeze mnie tego kroku.
Jak się dobrze zastanowić – takie wydarzenia były dwa. Pierwsze, to zakończenie mojej ponad dziesięcioletniej współpracy z firmą, w którą włożyłem masę wysiłku, czasu i pieniędzy.
Początki były wręcz fantastyczne. Wspólna pasja, chęć rozwoju i dążenie do celu, którym było osiągnięcie wysokiej pozycji na rynku jednoczyło nas i dawało silną motywację do działania. Założyciel firmy angażował się na równi z nami, a być może nawet więcej, bo oprócz pracy z nami „ramię w ramię” dodatkowo poszukiwał nowych zleceń, I to bardzo aktywnie. Oczywiście były wzloty i upadki, ale z każdym rokiem firma odnosiła coraz większe sukcesy. Rotacja była, a i owszem, ale „podstawa” zespołu była praktycznie ta sama.
Jak zwykle, to co dobre musi się kiedyś skończyć.
Znasz Drogi czytelniku powiedzenie że „za każdym mężczyzną sukcesu stoi kobieta”? Ja lubię jeszcze jeden cytat, znany od stuleci: „Mimo płci naszej tak wielkiej zalety, My rządzim światem, a nami kobiety”
Na efekty tych „rządów” ne trzeba było długo czekać. Firma otrzymała ogromne, jak do tej pory zlecenie. Po pewnych zawirowaniach w realizacji projektu, szef wyznaczył mi koordynację realizacji zlecenia, co jednak wymagało ode mnie stałej dyspozycji (czyt. pozostawania na terenie przez 24 godziny na dobę) przez okres około trzech tygodni. było to bardzo duże wyzwanie zarówno dla mnie jak i dla szefa. Oczywiście jego starania wspierała będąca przy nim prawie non stop partnerka, która nie skrywała wrogości do mnie. Ja, pozbawiony fizycznego kontaktu z bliskimi, wystawiony na duży stres i borykanie się z problemami co prawda znanymi, ale nie na tak wielką skalę, niejednokrotnie bliski byłem rezygnacji, ale poczucie obowiązku nie pozwalało mi na pozostawienie podległych mi osób bez pomocy.
Udało się. Wykonaliśmy zlecenia uzyskując słowa uznania od klienta. Kosztowało mnie to masę zmęczenia, stresu i zero czasu dla bliskich. Oczywiśce „szefowa”, nie raz wypominała mi że płacą mi za spanie na terenie miejsca pracy i informowała o niesnaskach spowodowanych moją osobą między nią a partnerem.
Przez kolejne lata nieraz słyszałem że gdyby nie szef… „Uśmiech firmowy” nie potrafił ukryć niechęci jaką stale darzyła mnie „szefowa” spowodowanej, jak mi się wydaje, zazdrością o moją pozycję i zaufanie, jakim obdarzal mnie szef. Oczywiście nie przeczę, że byłem prezz niego faworyzowany, ale zasłużyłem sobie na to ciężką pracą.
Wreszcie nadszedł JEJ dzień. Na ten dzień jak odczułem „szefowa” czekała od lat. Popełnłem błąd, który wydawał mi się dość mało znaczący, ale okazał się mnieć dla mnie poważne konsekwencje. Wkrótce otrzymłem sms zaczynający się od słów „Muszę to napisać bo mnie rozerwie!” Następnie przeczytałem, że to również JEJ firma, że ONA nie zgadza się na takie błędy a moje relacje z szefem ONA uważa za złe. Wypomniała mi, że przecież firma płaciła mi WTEDY za spanie „w pracy” (tak jakbym miał wytrzymać 540 godzin bez snu) i jeszcze kilka innych „miłych” słów.
Miałem serdecznie dość. Cała dekada współpracy, zaangażowania, ryzykowania utraty życia rodzinnego, wykonywania niejednokrotnie JEJ obowiązków, dawania z siebie stu procent odniosło jedyne taki skutek że poczułem się wręcz pasożytem żerującym „szefostwie”. Dziesięć lat pełnego zaangażowania tylko po to by poczuć się jak… Nie miałem ochoty dłużej tego znosić. Po raz ostatni pojawiłem się w pracy tylko po to, by odzyskać mój prywatny sprzęt i podziękowałem szefowi za współpracę.
Drugie wydarzenie, choć dla Ciebie Drogi Czytelniku mogłoby wydawać się nie istotnym dla mnie było tak samo wielkim, o ile nie większym, ciosem jak smsy od „szefowej”.
Od lat związany jestem z inną firmą, w której wykonuję podobne obowiązki jak w poprzedniej o której pisałem (dla pewności – nie są one konkurentami). Stanowimy newielki, ale dobrze zgrany zespół – niemalże rodzinę. Staramy się pomagaż jeden drugiemu w problemach nie oczekując oczywiście żadnych dowodów wdzięczności.
Jeden z naszych pracowników, który cierpi na problemy neurologiczne, kilkukrotnie był zmuszony skorzystać z mojej fizycznej pomocy w trakcie nasilenia problemu. Oprócz wsparcia fizycznego dołożyłem wszelkich starań by zapewnić mu max pomocy z mojej strony. Odnowiłem stare kontakty uzyskując nazwisko najlepszego dostępnego dla mnie lekarza specjalizującego się wtego typu przypadkach.
Podobnie w jego dolegliwości starała się pomóc mu jego Przyjaciłóka, która często odwiedzała go w miejscu pracy. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy, żeby zauważyć, że pragnie, by przyjaźń przerodziła się w coś więcej.
Któregoś dnia, dowiedziałem się, że Przyjaciółka ma również problemy zdrowotne. Moja reakcja – standard. w ciągu minuty wykonałem telefon i zapewniłem jej doraźną pomoc. To spowodowało, że nawiązałem z Przyjaciółką nic sympatii i zaczęliśmy prowadzić szczere rozmowy prawie zawsze, gdy zjawiła się u kumpla w pracy.
Kilka miesięcy później koledze wyrwało się, że wspólnie z Przyjaciółką szukają mieszkania do wynajęcia. Rozumiesz to Drogi Czytelniku?
WSPÓLNIE !!!
Moja radość dorównywała ich radości, a może nawet była większa…? Bardzo lubię oboje, więc ich wpólne szczęcie działało na mnie jak gorące promienie słońca padające na moje serce (dokładniej mówiąc mózg, ale chyba rozumiesz o co mi chodzi). To była jedna z niewielu rzeczy, która dawała mi siłe do uśmiechu w tej pracy, a musisz wiedzieć Drogi Czytelniku, że nie jest to dla mnie proste. Niestety, do czasu…
– To między Tobą a Przyjaciółką musi się skończyć! Nie udawaj że nie wisz o co mi chodzi!
– Próbujesz ją poderwać!
Zdębiałem. Przez krótką chwilę liczyłem na to, że to wszystko tylko mi się wydaje, że po prostu mi się to śni…
Szok, ból, agresja. Znane mi już od lat, następujące po sobie nieodzownie uczucia wybuchły niczym wulkan. Serce kołatało mi w piersi sprawiając wręcz fizyczny ból po którym nastąpiła całkowita niemoc. Wróciły wspomnienia rozczarowania i rozpaczy po utracie miłości. Wspomnienia, kiedy to jednego dnia straciłem i kochaną kobietę i „przyjaciela” wróciły zwielokrotnione i tak samo jak wtedy zabolały. Kiedyś Ci o tym opowiem Drogi Czytelniku.
Przez cały wieczór nie potrafiłem uwierzyć w to, o co zostałem oskarżony. Czyli co? Moja chęć pomocy, rozmowy, wszystko to po to by doprowadzić do seksu z Przyjaciółką? To był cios, którego skutki odczuwam do dziś. Od tej pory sama myśl, że mam iść TAM do pracy poprzedzony jest całym rytuałem gdzie głębokie wdechy są jedynie małym elementem.
Tygodnie niemocy doprowadziły mnie do podjęcia decyzji o leczeniu w szpitalu. Teraz, leżąc na łóżku liczę na poprawę. Wszystkiego.
Zdrowia.
NostrAdamus -
Gdy swe oczy otworzyłem
Wielki żal ogarnął mnie
Po policzkch łzy spłynęły
Zrozumiałem wtedy, że…
Strachy na Lachy – Czarny chleb i czarna kawa
Drogi czytelniku
Jeśli nadal jesteś ze mną to znaczy że moje przeżycia mogą Ci się wydać interesujące. A skoro tak…
– „To co? Szpital?” Słowa P.Doktor zdradzają nieuniknione.- Jest Pan gotowy udać się na oddział od razu?
Czy jestem gotowy? Oczywiście że nie!
Informuje P.Doktor o konieczności podstawowych przygotowań i umawiamy się na moje stawiennictwo w szpitalu następnego dnia do południa. Prawie całą noc myślę czy na pewno naszykowałem wszystko co będzie potrzebne na pierwsze dni pobytu. Ładowarka, piżama, kosmetyki… w końcu zasypiam w przekonaniu że jestem gotowy. Jakże się myliłem…
Tuż przed południem zjawiam się w ustalonym miejscu, przekraczam próg i….
SZOK !!!
Na wstępie dowiaduje się, że muszę pozbyć się wszelkiej elekrtoniki, metalu, nawet dowodu osobistego i karty platniczej!
Może i Ciebie Drogi Czytelniku zaciekawi czemu nie mam możliwości wniesienia na oddział telefonu komórkowego? Odpowiedź sanitariusza jest prosta i jak dla mnie zrozumiała.
-Kiedys można było wnosić. Ale znaleźli się tacy, którzy filmowali i pokazywali innym. Potem zakazano…
Posłusznie pozbywam się wszystkiego co może stanowić według sanitariusza zagrożenie – wraz z paskiem i sznurówkami.
Zanim trafię do saliczeka mnie jeszcze wywiad przed forum lekarskim. Pytania chyba są standardowe – o samopoczucie, myśli samobójcze, omamy itp.
Trafiam w końcu na salę. Mogę sobie wybrać jedno z czterech wolnych łóżek. Wybieram najbardziej oddalone – w samym rogu najbardziej oddalonym od wejścia.
Zostaję sam. To znaczy są oczywiście inni pacjenci, ale póki co ani ja nie zwracam na nich uwagi, ani oni na mnie. Pogrążam się we własnych myślach. Póki co nikt nie kwapi się z jakimikolwiek wyjaśnieniami jakie panują tu zasady i „obyczaje”. Personel widocznie wychodzi z założenia że i tak je poznam. Prędzej czy później.
Jak zresztą przekonuję się w ciągu najbliższych dni. słowa „sprawdź”, „przekonaj się” są ulubionymi słowami personelu.
Wciąż w szoku, czując się całkowicie zagubiony i osamotniony – zasypiam.
Tak oto Drogi Czytelniku wyglądało moje zderzenier ze szpitalną rzeczywistością.
Zdrowia
NostrAdamus -
W biegu dni pospiesznych,
w głodzie wielkich potrzeb
w ciszy przed snem mam przyjść czy nie?
Seweryn Krajewski – Na początek
Drogi Czytelniku. Bardzo mi miło, że zamierzenie, bądź przypadkiem odwiedziłeś tę stronę. Jeszcze milej będzie mi, jeśli zechcesz poświęcić chwilę, by zapoznać się nieco bardziej z moimi przeżyciami.
Kim jestem? Przeciętnym 46-cio letnim mężczyzną z wyglądu podobnym prawie do nikogo. jeśli chodzi o medycynę, a zwłaszcza o psychiatrię, moja wiedza jest bardzo ograniczona (czyt. praktycznie żadna). Nie spodziewaj się więc proszę naukowych artykułów poświęconych przyczynom,rodzajom, czy też leczeniu stanu, o którym zamierzam tu pisać. w większym stopniu dowiesz Się tu o moich przeżyciach, obserwacjach i przemyśleniach. dowiesz się czegoś o mnie, a kto wie, może ja sam dowiem się czegoś o sobie?
Jaki jest cel założenia tego bloga? Chcę podzielić się z Tobą Drogi Czytelniku tym, z czym ja sam się borykam. Może dzięki temu zobaczysz, że takich osób jest więcej? A może sam borykasz się z podobnymi problemami? A może to Twoi bliscy potrzebują zrozumienia?
Mam nadzieję, że moje słowa pisane prostym językiem, łatwiej dotrą do Ciebie niż medyczny bełkot. Być moze moje szczere, czasem naszpikowane emocjami słowa bardziej oddadzą prawdę kryjącą się za przemyślanymi, obiektywnymi definicjami. będę na prawdę szczęśliwy, jeśli uda mi się ten cel osiągnąć.
Dziękuję Ci za poświęcenie tej chwili na przeczytanie tych kilku słów. Jeśli Cię zainteresowałem – zapraszam do dalszej lektury. Jeśli nie – z całego serca życzę Ci abyś nigdy nie poczuł potrzeby, by zainteresować sie się tym tematem.
Zdrowia
NostrAdamus