Naprawdę odważnym jest się tylko wtedy, gdy się wie jeszcze przed walką, że się dostanie cięgi, ale mimo to przystępuje się do tej walki tak czy inaczej i doprowadza się ją do końca bez względu na przeszkody.
Harper Lee Zabić Drozda
– Panu tu się widzę u nas nie podoba,,, Wyobrażasz sobie Drogi Czyteniku? Pani pielęgniarka dochodzi do wniosku, że nie traktuję tego szpitala jako krainy miodem i mlekiem płynącej
-Jest Pan bardzo zadziorny.
Takie oto słowa padają po mojej prośbie udostępnienia mi REGULMINU OBIEKTU, który ewidentnie jest tutaj łamany. Jak stary osobnik któremu hm,,,umundurowanie nie jest obce, zostało mi wpojone by zapoznawać się z ptrzepisami a następnie je stosować i egzekwoać. Zauważyłem, że żaden z punktów nie zabrania mi wniesienia pewnego urządzenia na sale. na moje pytanie o przyczynę zakazu nkt nie potrafi udielić mi odpowiedzi. Tym razem odpuszczam i zezwalam na umieszczenie sprzętu w depozycie.
Następnego dnia ta sama Lekarz, która nie dopatrzyła się przeciwskazań w dniu wczorajszym, dziś macha mi przed oczami regulaminem, tórego w dniu wczorajszym nie mogla w ogóle odnaleźć, a którego punkt 15 jak ulał pasuje do mojej wczorajszej uwagi. Gdy proszę o udostępnienie, bądź skserowanie powyższego dokumentu trafiam na mur
Chyba czas na bunt…>br />
Zdrowia
NostrAdamus
-
Wzywam Cię, wzywam Cię do rozmowy szczerej
Do rozmowy tak odważnej. ze aż boli
Są sprawy, o których nawet myśleć wstyd
Nie bójmy się o nich mówić
TSA – Rozmowa
Niestety nie przesadzam. Problem z przekazywaniem informacji w tym miejscu urasta do wagi tajemnicy państwowej
Pierwszy przykład to samo przyjęcie do szpitala. Otrzymujesz polecenia, których słuszności w ogóle nie rozumiesz, kórych nikt nie ma ochoty wyjaśniać. W najlepszym przypadku możesz się domyślić.
Oddanie sznurówek? No tak. każda z nich ma długość ponad dwóch metrów. Idealne,żeby wykorzystać jako stryczek lub garotę.
Odebranie karty kredytowej? Można zamiawiać stąd posiłki. poza tym karta ma odpowiednie numery do handlu w internecie.
Odebranie telefonu? dowiaduję się pryczyny dopiro później.
Komunikacja między pacjentami a lekarzami leży. Widać to podczas obchodów, rozmów bezpośrednich, wyjaśnień..
Komunikacja między pacjentem a pielęgniarzem? To jeszcze najbardziej zwięzła forma rozmowy. Nie jwst pozbawiona oczywiście wad, ale mniędzy niektórymi rozwinęła się nawet nić sympati i mówią do siebie po imieniu. Łagodzą spory, pomagają w jedzeniu czy przepraniu.
Pacjenci kontra obsługa
To drogi czytelniku najlepszy przepis na awanturę. Panie dzierżącemopy, szmaty i ine tego typu oręże zachowują się tak, jakby to ONE tu rządziły. Ja na prawdę zdaje sobie sprawę, że mają bardzo ograniczony czas na ogarnięcie całego szpitala, że żyją w stresie, ale wyładowywanie go na pacjentach wcale nie ułatwia nikomu życia. Pacjenci przerzucani z kąta w kąt, zaganiani do przenoszenia szafek i przesuwania łóżek – w końcu to chłopy… Nie miałbym nic przeciwko pomocy, gdyby nie „prośby” Pań Sprzątaczek:
-Na co czeka? Szafka się sama nie przesunie.
– Gdzie o stawia? Przecie ja zaraz odkurzać tam bede.
– Poprawi te pościel. zara obchód bedzie
Jedna z nich poproszona o zalanie herbaty wrzątkiem odpowiada: „Sanitariusze som od tego a nie ja”.
Czara wkurwu ( wybacz Drogi Czytelniku słownictwo ale dlikatniej tego nie można nazwać ) przelała się w chwili, gdy pewna „królowa” naskoczyła na pacjenta gdy ten pprosił o wydanie kolejnej łyżki – zwykłej łyżki plastikowej jakich używa się we wszelkich budkach serwująych dania na wynos. krew mnie zalała. Dopadłem do okienka wydawek z żądaniem wydania temu człowiekowi łyżki i to z taką siłą głosu, że z pewnością słyszał mnie nie tylko cały oddział ale i cały szpital. Wkrótve okazało się, że cała sprawa nie powinna mieć miejsca. Otóż części pacjentów wydano komplet – powtarzam komplet twardych plastikowych sztućców. Reszta musiała radzić sobie plastikową łyżką. Niestety „królowa” nie była uświadomiona i w końcu z purpurą na policzkach przyznała się do błędu. Oczywiście o skrusze ni było mowy.
Obsługa kontra obsługa. Uświadomienie o podobnej sytuacji oczywiście należało do koleżanki „królowej”, ale ko by się zastanawiał nad takimi duperelami…
Komunikacja między pielęgniarzami i lekarzami już absolutnie nie jest mi znana.
Moja rada Drogi Czytelniku jest następująca:
Pytaj, pytaj i jeszcze raz pytaj. Każdego i o wszystko. Słuchaj o czym mówią pacjenci a przede wszystkim:
PAMIĘTAJ ŻE MASZ SWOJE PRAWA !!
Zdrowia
NostrAdamus -
Każde Twoje zdanie
Jest, jest podejrzane
Tracę zaufanie
Do Ciebie Kochanie
Mezo – Zaufanie
Drogi Czytelniku, prawdopodobnie spotkałeś się przynajmniej raz z sytuacją, gdy Twoja szczerość przyniosła nieoczekiwane skutki… Podobnie ma się z lekarzami. Ich doświadczeniebardzo czesto pomaga nabrać zaufania do nich. Niestety istnieją jednostki, których doświadczenie przeradza się w rutynę, a wówczas mogąwywołać więcej szkody niż pożytku.
Zacznijmy jednak od tych wzbudzających zaufanie.
Moj pierszy lekarz, tak jak wspominałem już wcześniej, przyjął mnie w prywatnym gabinecie. wysłuchał mnie, zanotowoał i przepisał lek z zastrzeżeniem, że jego dawki będą wymagać zwiększania. Pdobne wizyty odbywały się z częstotliwością miesiąca. Maksymalna dawka leku zadziałała. I to aż za dobrze. Wkrótce ospałość i niemoc odeszły w zapomnienie. Stałem się za to chodzącą bombą, którą detonowały najmniejsze głupoty. Doszło do tego, że uderzyłem kolegę jedynie za to, że mnie zdenerwował. Lekarkę tę poleciłem kilku znajomym, o różnych stopniach i objawach. Okazało się że KAŻDA z nich otrzymała receptę dokładnie na ten specyfik. Wydało mi się to dziwne, dlatego zdecydowałem się na konsultację u innego lekarza.
<Inny lekarz zdecydował się na obniżenie dawki o 25%, po czym odesłała do domu. Zero wywiadu, żadnych pytań o mnie, po prostu ma Pan receptę i do widzenia. Oczywiście do tego "widzenia" nigdy nie doszło.
Kolejne podejście – P.Doktor wychwalana pod niebioisa przez jej byłą pacjentkę. Ruszam do nie j pełen nadziei i… Kompletne fiasko. Oprócz zachowania dawki leków kieruje swoje myśli tylko i wyłącznie kwesti spoźywanego alkoholu. W jej oczach urastam do pijaka, który nie wychodzi z ciągu alkoholowego i natychmiast [sic!]* powinienem udać się do poradni odwykowej.
Slag mnie trafił na miejscu. skłamałbym gdybym stwierdził że jestem całkowitym abstynentem. Co to, to nie. Daleko mi jednak do alkoholika, a tym bardziej kogoś kto wymaga odwyku. Po raz kolejny stwierdziłem , że nie jest to lekarz dla mnie. Nie chcę spotykać się z lekarzem który najchętniej za każdym razem badałby mnie alkomatem.
Kolejnym lekarzem okazał się mężczyzna. Od razu uprzedzony, że mam jedynie 15 minut na wizytę strześciłem szybko swój problem i odpowiedziałem na kilka pytać. Oprócz stale przyjmowanego , miałem przyjmować również lek wspomagający.
TRZY DNI!!!
Trzy dni wystarczyły by z chmury gradowej zmienić się w lekki obłok. Oczywście agresja wciąż mi towarzyszyła, ale wyzwolić ją musiał już konkretny przypadek.
Wreszcie trafiłem na LEKARKĘ [sic!]
To co? Szpital?
I teraz nie wiem, nauczony doświadczeniem, czy następnym razem wspominać o moich kontaktach z używkami? Czy zwracać uwagę, że kilkudniowy pobyt w szpitalu nie przyniósł ze sobą ŻADNYCH objawów odstawiennych?czas pokaże…
Zdrowia
NostrAdamus
*sic (także z wykrzyknikiem na końcu lub sam wykrzyknik) – oznaczenie oryginalności zapisu, utworzone z łacińskiego wyrażenia sīc erat scriptum, oznaczającego „tak było napisane”, „jak stoi”, zazwyczaj umieszczane w nawiasach kwadratowych. -
What’s in your head
in your head
Zombie, zombie, zombie
The Cranberries – Zombie
I tak to wygląda. Otaczają mnie Zombi. Zresztą jestem jednym z nich. W zależności od godziny można wyróżnić tutaj przy podstawowe tryby:
UŚPIENI
To pacjenci powaleni działaniem leków, lub po prostu zmęczeni nawałem myśli bądź nieróbstwem
MYŚLICIELE
Oczy otwarte, wpatrzone w sufit lub zasłonzasł okno. Zwykle całkowicie milczący, choć zdarzają się przypadki, które mi;lkną jedynie pocdczas snu wypowiadając napływające myśli z prędkością karabinu maszynowego
SPACEROWICZE
Wpatrzeni przed siebie, z błędnym wzrokiem, sunący powoli korytarzem noga za nogą.Trudno określić czy w ich głowach buzują jakieś myśli czy skupiają się jedynie na marszu.
Wszystkie te typy czasem grupują się wykonując dokładnie te same czynności. Nawiązują przy tym nawet krótkotrwałe dialogi które kończy zwykle dźwięk nadawania serwisu informacyjnego. Wówczas najczęściej rozchodzą się i znów zajmują się własnym światem.
Oczywiście najlepszą grupą, która nawiązuje ze sobą najlepszy kontakt są palacze. Od zawsze, a przynajmniej od czasów Kolumba wiadomo, że fajeczka najlepiej łączy ludzi. A skąd w ogóle skojarzenie z zombi?
Jestem jego dobrym przykładem. W końcu każdy mój dzień wygląda tak samo:
Sen
Pobudka na śniadanie
Sen
Pobudka na obiad
Uwolnienie myśli, które najbardziej chcą się wyrwać na zewnątrz
Oderwanie od nich
Wołanie na kolację
Dzielenie się z Tobą drogi czytelniku moimi przemyśleniami
Sen i…
I tak dzień za dniem. Każdy podobny do drugiego jak dwie krople wody. Chyba gdyby nie częste zaglądanie do kalendarza prawie ne byłbym w stanie określić daty…
Zdrowia
NostrAdamus -
Zresztą jedyne co wiem, to to, że nic nie wiem
I tak znowu mija mi kolejny dzień
I jedyne na co czekam to spokojny sen
Miklak – Dwie strony medalu
Pisząc poprzedni post pomyślałem Drogi Czytelniku że nie każdy ma, miał, bądź będzie miał nożliwość skorzystać z opinii osoby obserwującej pacjentów psychiatrycznych od strony zawodowej. Dlatego postanowiłem podzielić się z Tobą jejsłowami, a przynajmniej tymi, które zapadły mi w pamięć
PRZYCZYNA
Odpowiedz sobie pacjencie* co zmusiło Cię do podjęcia decyzji po hospitalizacji. Dlaczego jesteś tutaj? Dlaczego ni udało Ci się uzyskać pomocy na zewnątrz
OCZEKIWANIA
Co chcesz osiągnąć będąc tutaj? Jaki cel masz przebywając w tym miejscu? Czy chcesz ten cel osiągnąć?
ZROZUMIENIE
Zrozum pacjencie, że tu nikt nie chce Cię skrzywdzić. Takich jak Tybyły seti a nawet tysiące przed Tobą Czujesz się stale obserwowany? Czemu się dziwisz? Oni nie znają Ciebie. Muszą zobaczyć jak się zachowujesz i przygotować się na Twoje zachowanie, poznać Twój temperament. Nie zmienili Ci leków? A jak mogą określić jak ta zmiana wpływa na Ciebie bez wcześniejszych obserwacji? Skąd mają wiedzieć jak reagujesz na stresujące sytuacje biorąc dotychczasowe dawki? Zmniejszenie dawki, zmiana, mogą bardzo mocno wpływać na Ciebie, a leki które Ci przepiszą mają pomagać przez najbliższe kilka lat.Czasem zachowują się oschle? A Ty zawsze masz taki sam nastrój? Znasz ich? Wiesz co w tej chwili przeżywają? Nie. Nie znasz ich, a Oni nie znają Ciebie.
RADA
Masz tu dużo czasu na przemyślenie pewnych rzeczy. Co warto, a czego nie.
Warto – być absolutnie szczerym z lekarzami. Tak, to też ludzie, ale w odróżnieniu od innych, ich obowiązuje tajemnica i obiektywizm. To, że nie każdy z nich potrafi ten obiektywizm osiągnąć, oznacza jedynie, że należy zmienić lekarza.
Nie warto natomiast jest Zmusić peronel do działania, którego oni sami nie lubią. przykładowo: zbytnia agresja może doprowadzić do konieczności zapięcia Cię w pasy, a to nie jest przyjemne dla żadnej ze stron. Ty leżysz wpatrzony w sufit, a Oni muszą dbać oTwoje podstawowe potrzeby. W końcu sam nie jesteś w stanie nic zrobić
Nie wiem jak Tobie Drogi Czytelniku, ale mnie ta wizyta i usłyszane słowa otworzyła oczy na kilka nurtujących mnie problemów. Teraz znów mam o czym myśleć.
Zdrowia
NostrAdamus
* Określenie „pacjencie” dotyczyło jedynie mojej osoby i ewentualnie osób będących w podobnej sytuacji. W żaden sposób nie stwierdzam, że byłeś, bądź jesteś osobą wymagającą leczenia. -
Może nie ma innego
niż nasze postrzeganie wystarczy to na krytykę
na odmienności
na brak dostrzegania
innymi oczami
Lucky Person – Postrzeganie świata
Chciałbym Drogi Czytelniku przedstawić Ci teraz sposób podejścia trzech osób patrzących na mój pobyt w szpitalu.
PIERWSZY
– pacjenta,już znasz. Piszę o nim praktycznie od samego początku.
DRUGI – odwiedzającej mnie osoby równie jak ja (a prawdopodobnie i silniej) borykającej się z problemem depresji, tyle, że już dawno orzeczonej. to osoba, która korzystała już z kilku metod pomocy – leki, psychiatrzy, terapie, psychologowie. Osobiście, nie miała okazji zapoznać się z całkowitym odseparowaniem od świata codziennego. Jej sposób myślenia jest mocno uwarunkowany od informacji, które ja jej przekazuję. Dlatego po przekroczeniu progu recepcji nie ma mowy o obiektywnym spojrzeniu. Oczywiście uzyskuję od niej wsparcie – „wytrzymaj, musisz wyzdrowieć, współczuję” to najczęstrze słowa której od niej słyszę.
TRZECI – również odwiedzającej, ale związanej ze służbą zdrowia i pomocy potrzebującym. Pierwsze, co uderza mnie momentalnie na samym wejściu to jej słowa:
– „Trochę posiedziałam tutaj zanim poprosiłam żeby Cię zawołano”
Przez cały tem=n czas obserwowała zachowanie pracowników, pacjentów i innnych odwiedzających. W jej przypadku nie padają słowa takie jak „Przykro mi”… O nie! W jej przypadku emocje nie biorą góry. Króluje doświadczenie zawodowe i obiektywizm.
– Zrozum, że muszą tak postępować bo… Tłumaczy mi pewne zachowanie zarówno lekarzy jak i peacowników hmmm…. zewnętrznych Potwierdza się więc powiedzenia „punkt widzenia zaleźy od punktu patrzenia’. Trzy różne postawy… Która tak na prawde właściwa? Tak na prawdę to każda. Dlatego właśnie warto poznać kilka opinii zanim całkowicie ustali się swoją.
Zdrowia.
NostrAdamus
-
Dzień kolejny minął,
Dzień co nic nie przyniósł
Jeszcze się nie skończył
a już nowy wyrósł
Piosenka harcerska – Przemijanie
Mija tydzień pobytu tutaj. Tydzień! Wyobrażasz sobie Drogi Czytelnku, że od tegoczasu miałem JEDNO spotkanie z lekarzem? Zresztą nie różniło się ono praktycznie wcale od przeprowadzonego ze mną wywiadu wstępnego zaraz po przyjęciu na oddział. I jak to niby ma pomóc mi wyzdrowieć?
Przybliżę Ci drogi czytelniku, jak wygląda pobyt w tej placówce,
Cisza nocna – bardzo rygorystycznie przestrzegana trwa od 22:00 do 6:00 rano. W tym czasoe obsługa bardzo „namawia” do udania się do swojego łóżka. Gdy pewnej nocy nie mogłem zasnąć dostałem podwójną dawkę leków nasennych
Ok 7:00 wywołują na śniadanie
7:15 wydawanie leków
Szybkie ogarnięcie śmieci i podłogi, opieprzenie jakiegoś pacjenta że ma bajzej na łóżku, aż wreszcie następuje poranny obchód, przy którym na zwykle zadawane pytanie – „co u Pana słychać?”, pada odpowiedź – „w porządku”. Na z rzadka pojawiającą się odpowiedź negatywną odpowiedź brzmi zwykle : „Jutro będzie lepiej”. Jeśli istnieje absolutna konieczność można poprosić o spotkanie z lekarzem prowadzącym.
11:00 obiad. później standardowo leki i ewentualne badania. Wytypowani są zabierani na terapię zajęciową.
Od 14:00 do 18:00są odwiedziny. Do czasu kolacji – czas wolny
16:00 plus mius 15 minut – kolacja,
Prysznic można wziąć do 22:00. bo na czas ciszy nocnej pomieszczenie jest zamykane.
Pozostały czas? Jest wolny, to znaczy nikt nie zapewnia niczego. Co można wtedy robić?
Och, jest szereg atrakcji:
– spanie. Prawie do woli.
– gapienie się w ścianę, sufit, nieprzezroczyste okno,
– myślenie o życiu, błędach, chorobie… Do woli
– spacerowanie. Po zamkniętym korytarzu długości ok 40 metrów zamkniętym z każdej strony ścianą. Dziwię się aż, że nie ma wydeptanej dróżki.
– oglądanie telewizji (którą zagłuszają rozmowy pacjentów)
– rozmawowa z innymi pacjentami, tudzież samym sobą skutecznie zagłuszając dzwięki telewizora.
Można jeszcze zadzwonić do bliskich. Tak Drogi Czytelniku, isnieje tu telefon oddziałowy. Oczywiście pozbawiony aparatu i przeglądarki internetowej ale za to bardzo cichy. Rozmowy przez niego często polegają na domyślaniu się co rozmówca miał na myśli , ale jako, że jest to jedyny aparat na cały oddział każdy chętnie z niego korzysta.
I teraz odpowiedz mi proszę drogi na jedno pytanie:
– Jak ma mi to do cholery pomóc wyzdrowieć?
Moje pytanie na temat leczenia terapeutyczniego zostajezbyte odpowiedzią – „za wcześnie”.
Jak to przepraszam (by nie użyć innego cisnącego się na usta słowa…) „ZA WCZEŚNIE ?!? To kiedy będzie w sam raz? Jak będę leżał naszprygowany lekami nie wiedzący gdzie i po co jestem?
Pozostaje mi jedynie nadzieja, że inne placówki mają do zaoferowania nieco więcej niż ta, w której wylądowałem.
Zdrowia
NostrAdamus -
I tak do końca swych dni, będę pisać piosenkę,
o tym jak<br /bardzo ciężko jest złapać kogoś za rękę,
o tym jak bardzo ciężko,
pogodzić się z tym – że każdego dnia mogą popłynąć mi łzy…
Kamila – Depresja
Krystyna Prońko śpiewała kiedyś „Jesteś lekiem na całe zło”.
Czym jest ten lek dla osób takich jak ja? Osób, które nagle budzą się w obcym dla siebie swiecie, nie rozumiejąc co się dzieje i kim tak na prawdę są? Czy farmakologia jest jedynym wyǰściem? Najlepszym? Przyjmuję leki juz od dłuższego czasu. Poznałem ich działanie, poznałem swoje reakcje w przerwie ich przyjmowania i poznaje ich działanie w momencje dodania, bądź zmiany na inne. Wierz mi Drogi Czytelniku, że za każdym razem w moim sposobie pojmowania świata jak i siebie samego zmiany są widoczne i odczuwalne. Ale sama farmakologia musi przegrać, jeśli ma być stosowana jako jedyny lek.
Inny lek – terapia – póki co jest poza moim zasięgiem. Dlatego nie będę rozpisywał się na jej temat.
A co jest najlepszym lekiem? Dla mnie jest to:
BLISKOŚĆ.
Bliska osoba, która wspiera Cię, stara zrozumieć, jest przy Tobie w najgorszych momentach Twojego życia. Która czasem płacze przez Ciebie, ale i tak jest przy Tobie niezależnie od tego jak może być ciężko.
Ja mam taką osobę. Wierz mi, Drogi Czytelniku, że każdego dnia doceniam jej obecność. Nawet jeśli jest setki kilometrów dalej wiem , że jest przy mnie. Zna mnie jak nikt inny i bierze na siebie moje złe zachowania. Stara się rozumieć co przeżywam i być mi oparciem.
Głupota z jej strony? Zapewne któryś z moich odbiorców może to pomyśleć, ale Im z całego serca życzę, by nigdy nie potrzebowali takiej osoby. Tobie zaś, która to czytasz dziękuję. Wiesz, że jestem Ci wdzięczny, choć ne zawsze Ci to okazuję
Niestety tak to już jest w tym świecie, że zawsze, absolutnie zawsze czemuś dobremu musi towarzyszyć coś złego. O ile mam bliskich (bądź dalszych) przyjaciół, to o bliskości rodziny pod tym względem muszę zapomnieć. Moja rodzina nie przejmuje się zbytnio mocno ograniczoną wiedzą na temat choroby, co potrafi wywołać, czym się odmawia… Albo wydaje im się, że to jakiś stan przejściowy przechodzący po paru tygodniach, albo po prostu mają to w dupie. Zamiast pozwolić mi dać upust emocjom, nie ważne czy to krzyk czy milczenie, wolą okazywać swoje „wsparcie” w sposób, który powoduje u mnie reakcję wręcz przeciwną do zamierzonej przez nich. Gdy dziś opowiedziałem jednemu z nich o mojej chęci odnalezienia nowej pasji, nowego zajęcia dzięki któremu mógłbym choć na chwilę uciec od rzeczywistości, zamiast oczekiwanego przeze mnie zainteresowania usłyszałem prześmiewcze prychnięcie. Ot dziecko wymyśliło sobie nową zabawkę…
No właśnie. Otaczające nas osoby mogą okazać się lekiem a inne – lać truciznę. W moim przyapdku Drogi Czytelniku trucizną okazali się najbliżsi – jak widać jedynie teoretycznie. Więcej wsparcia otrzymałem od bliższych, bądź dalszych przyjaiół i od bardzo bliskiej mi osoby. Zwłaszcza jej chcę powiedzieć…
Dziękuję
NostrAdamus -
Kto nie pije ten nie żyje
W moim świecie są promile
Kto nie pije ten nie żyje
Hej, ho
Witek Muzyk Ulicy – A ja mam kaca
Wysłuchując dzisiejszych wiadomości uslyszalem informację o podniesieniu kwoty renty alkoholowej do 1900 złotych. Przecież to jest nomen omen chore!
Alkoholizm zostal uznany, za poważną chorobę wymagającą opieki państwa nad chorymi. A co z depresją?
W przeciwieństwie do ogólnie znanego istnienia alkoholu i jego wręcz idealizacji, depresja to często temat wstydliwy. Chowany w kąt.
Kto z nas Drogi Czytelniku nie słyszał zdań:
– Jak to nie pijesz? Chory jesteś?
– Kto nie pije ten donosi!
– Ze mną się nie napijesz?!?
W naszym kraju alkohol to substancja w pełni akceptowana, a przy niektórych okazjach wręcz wymagana.
Depresja natomiast to temat tabu. Coś, co najlepiej żeby nie istniało. Dzis czytajac pewne komentarze na jednym z portali przeczytalem choćby, że chorzy na depresję „udają, żeby zwrócić na siebie uwagę”. A to był jeden z delikatniejszych… ile znacie osob, które mają przyznaną rentę ze względu na depresję? Ja odobiście żadnej.
Dlaczego depresja to temat tabu? Moze dlatego, ze boimy sie tego co nie znane, a niewiele osob choć w małym stopniu zainteresowalo sie problemem depresji. Ja osobiście mam osobę w najbliższym otoczeniu, ktora mimo bliskości ze mną nie wysiliła się na choćby wejście na grupę tematyczną.
Podsumowane jest proste…
Chluśniem bo uśniem!
Zdrowia
NostrAdamus -
Polska
Mieszkam w Polsce
Mieszkam w Polsce
Mieszkam
Tu Tu Tu Tu
Kazik Staszewski – Polska
Drogi Czytelniku. Daleki jestem od nazywania siebie specjalistą w dziedzinie ogólnie przyjętej psychiatrii. Nie czytam medycznych periodyków, nie słucham raportów finansowych, a tym bardziej nie śledzę statystyk, które w rzeczywistości i tak są zaniżane – przynajmniej jeśli chodzi o samobójstwa ( to jedyna pewna informacja pochodząca wprost ze źródła, czyli Policji ). Chciałbym jednak podzielić się z Tobą własnymi obserwacjami , które poczyniłem przez lata odkąd pierwszy raz spotkałem z pojęciem depresja.
To co zauważyłem i co niestety potwierdza się praktycznie na każdym kroku to to, że w naszym kraju psychiatria jest chyba najmniej docenianą dziedziną medycyny. Niedocenianą pod każdym możliwym względem – od przeznaczanych środków na wyposażenie budynków i uposażenie personelu, poprzez praktykę i wreszcie uświadamianie problemu tym, którzy się go nie spodziewają. Oczywiście nie mam tu na myśli wykształcenia lekarzy, ale warunki w jakich muszą pracować, a te pod każdym względem nie są łatwe. Nie mówię o lekarzach bo po pierwsze – mam za małe doświadczenie w kontaktach z nimi. Po drugie – uzyskanie dyplomu jakiejkolwiek uczelni medycznej jest dla mnie godnym najwyższego szacunku. Mam na myśli różnice między ilością gabinetów i warunkami pracy lekarzy różnych specjalności.
Oczywiście jako typowy „domator” nie mam zielonego pojęcia jak jest w innych krajach, tych bardziej rozwiniętych i tych sto lat za nami, ale w Polsce według mnie jest stanowczo za mało placówek oferujących pomoc psychiatryczną przede wszystkim dla dzieci. Nieco lepiej jest z młodzieżą, choć i tu niema nad czym piać z zachwytu i dorosłymi. Oczywiście mam na myśli pomoc „bezpłatną”. Dużo lepiej ma się rzecz z gabinatami prywatnymi, ale nie każdego stać na wydanie kilkuset złotych miesięcznie na próbę ratowania siebie. Najlepszym przykładem niewystarczającej ilości lekarzy jest moje własne doświadczenie. Większość z nas orientuje się, jak wyglądają terminy do lekarza specjalisty. Mój wyznaczono za około trzy miesiące od daty rejestracji. Do tego czasu miałem przepisany lek doraźny który, jak mnie ostrzeżono, jest mocno uzależniający. Kilka dni przed terminem wizyty dzwoni telefon. Pani recepcjonistka uprzejmie informuje mnie, że wizyta zostaje odwołana, gdyż od następnego dnia lekarz wypowiedział kontrakt, a innego specjalisty brak. Postawiony pod ścianą jestem zmuszony do wizyty prywatnej
Pewna sieć lecznic oferująca częściowo odpłatne usługi medyczne ma w swojej szerokiej ofercie psychiatrę, a nawet kilku, ale z zastrzeżeniem, że w ciągu roku można skorzystać z ich porad maksymalnie trzy razy. TRZY RAZY! To nawet nie jest jedna wizyta na kwartał… Oczywiście można umówić się na kolejne, ale wówczas wiąże się to z dodatkowymi kosztami, gdyż takich wizyt abonament więcej nie obejmuje. Oczywiście nie muszę wspominać że z lekarzami innych specjalizacji datkow obostrymi nie ma?
Przejdźmy na koniec do szpitala. Budynek z czasów PRL proszący się o remont już od lat. Przestarzałe wyposażenie i z pewnością nieadekwatne do uciążliwości pracy wynagrodzenie. Wszystko w kontekście nowoczesnej, dofinansowywanej placówki wygląda niezwykle ubogo. Oczywiście wiem Drogi Czytelniku, że to dyrektor placówki jest odpowiedzialny za pozyskiwanie funduszy, ale z doświadczenia wiem, że dyrektorem powinien zostać albo dobry ekonomista albo lekarz. Zwykle wybierani są lekarze. Nie ma więc o co mieć do nich pretensji, że wybierają zdrowie nad komfort pacjentów.
Oczywiście to temat rzeka. Jest masa innych tematów które można by było tutaj zawrzeć, ale wybrałem te, którymi chciałem się z Tobą Drogi Czytelniku pod podzielić.
Zdrowia
NostrAdamus
Ps. Właśnie wysiadł czajnik elektryczny. Szefowa oddziału musi wystosować prośbę o nowy….