I oto nadszedł ten moment. W końcu udało mi się spotkać z psychologiem szpitalnym. Pisząc dzisiejsze słowa wciąż uśmiecham się wspominając zakończenie spotkania, Czemu? Zachęcam do lektury Drogi Czytelniku , a z pewnością przed zakończeniem tego rozdziału wszystko się wyjaśni.
Zaraz po przekroczeniu progu gabinetu słyszę:
– Dziś jedynie wstępne spotkanie, bo pracuję jedynie do 15:30 (jest tuż przed 15:00). Dobrze się zapowiada. Wręcz uwielbiam rozmawiać patrząc co chwila na zegarek. To wszak tak bardzo ułatwia rozmowę , buduje więź międy terapeutą a pacjentem…
– Nie zdążymy dziś zrobić wszystkiego , dlatego proszę wybrać: woli Pan test czy badanie? Decyduję się na test. W końcu pójdzie szybciej – przynajmniej powinien. Rzut oka na wręczone mi kartki powoduje uśmiech. Ten test nie długo będę znał na pamięć. Pytania w nim zawarte znam doskonale, w końcu odpowiedzi na nie zakreślam średnio co trzy lata. Zaznaczam odpowiedzi od czasu do czasu udając że bardzo mocno zastanawiam się nad poszczególnymi odpowiedziami. Nadchodzi czas na sprawdzenie wyników. Terapeuta odpala plik w komputerze i pieczołowicie oznacza sobie odpowiedzi, które coś tam mogą znaczyc. Pękam wewnętrznie ze śmiechu w ostatniej chwili gryzę się w język, by nie zadać pytania :”Pokazać Panu jak to robią bardziej doświadczeni koledzy?”. Po zadaniu kilku pytań dotyczących moich odpowiedzi pada stwierdzenie:
” Z pewnością samo leczenie farmakologiczne Panu nie pomoże ( nie no… Serio??? W życiu bym na to nie wpadł). dopóki będzie Pan w szpitalu, będziemy się tu co jakiś czas spotykać, a już na wolności będzie Pan musiał poradzić sobi w inny sposób”
Zauważyłeś Drogi Czytelniku?
NA WOLNOŚCI!!!
Myślałem, że parsknę zdrowym, niewymuszonym śmiechem. „Na zewnątrz” , „poza szpitalem”, cokolwiek w tym stylu ale NA WOLNOŚCI ? Czyżby nawet Terapeuta uważał, że jesteśmy tu zamknięci jak okazy w klatkach?
Zdrowia
NostrAdamus