Cudowny lek…

I tak do końca swych dni, będę pisać piosenkę,
o tym jak<br /bardzo ciężko jest złapać kogoś za rękę,
o tym jak bardzo ciężko,
pogodzić się z tym – że każdego dnia mogą popłynąć mi łzy…

Kamila – Depresja

Krystyna Prońko śpiewała kiedyś „Jesteś lekiem na całe zło”.
Czym jest ten lek dla osób takich jak ja? Osób, które nagle budzą się w obcym dla siebie swiecie, nie rozumiejąc co się dzieje i kim tak na prawdę są? Czy farmakologia jest jedynym wyǰściem? Najlepszym? Przyjmuję leki juz od dłuższego czasu. Poznałem ich działanie, poznałem swoje reakcje w przerwie ich przyjmowania i poznaje ich działanie w momencje dodania, bądź zmiany na inne. Wierz mi Drogi Czytelniku, że za każdym razem w moim sposobie pojmowania świata jak i siebie samego zmiany są widoczne i odczuwalne. Ale sama farmakologia musi przegrać, jeśli ma być stosowana jako jedyny lek.
Inny lek – terapia – póki co jest poza moim zasięgiem. Dlatego nie będę rozpisywał się na jej temat.
A co jest najlepszym lekiem? Dla mnie jest to:

BLISKOŚĆ.

Bliska osoba, która wspiera Cię, stara zrozumieć, jest przy Tobie w najgorszych momentach Twojego życia. Która czasem płacze przez Ciebie, ale i tak jest przy Tobie niezależnie od tego jak może być ciężko.
Ja mam taką osobę. Wierz mi, Drogi Czytelniku, że każdego dnia doceniam jej obecność. Nawet jeśli jest setki kilometrów dalej wiem , że jest przy mnie. Zna mnie jak nikt inny i bierze na siebie moje złe zachowania. Stara się rozumieć co przeżywam i być mi oparciem.
Głupota z jej strony? Zapewne któryś z moich odbiorców może to pomyśleć, ale Im z całego serca życzę, by nigdy nie potrzebowali takiej osoby. Tobie zaś, która to czytasz dziękuję. Wiesz, że jestem Ci wdzięczny, choć ne zawsze Ci to okazuję
Niestety tak to już jest w tym świecie, że zawsze, absolutnie zawsze czemuś dobremu musi towarzyszyć coś złego. O ile mam bliskich (bądź dalszych) przyjaciół, to o bliskości rodziny pod tym względem muszę zapomnieć. Moja rodzina nie przejmuje się zbytnio mocno ograniczoną wiedzą na temat choroby, co potrafi wywołać, czym się odmawia… Albo wydaje im się, że to jakiś stan przejściowy przechodzący po paru tygodniach, albo po prostu mają to w dupie. Zamiast pozwolić mi dać upust emocjom, nie ważne czy to krzyk czy milczenie, wolą okazywać swoje „wsparcie” w sposób, który powoduje u mnie reakcję wręcz przeciwną do zamierzonej przez nich. Gdy dziś opowiedziałem jednemu z nich o mojej chęci odnalezienia nowej pasji, nowego zajęcia dzięki któremu mógłbym choć na chwilę uciec od rzeczywistości, zamiast oczekiwanego przeze mnie zainteresowania usłyszałem prześmiewcze prychnięcie. Ot dziecko wymyśliło sobie nową zabawkę…
No właśnie. Otaczające nas osoby mogą okazać się lekiem a inne – lać truciznę. W moim przyapdku Drogi Czytelniku trucizną okazali się najbliżsi – jak widać jedynie teoretycznie. Więcej wsparcia otrzymałem od bliższych, bądź dalszych przyjaiół i od bardzo bliskiej mi osoby. Zwłaszcza jej chcę powiedzieć…
Dziękuję

NostrAdamus

Dodaj komentarz